Kiepsko się dzisiaj czuję. Zawsze w sezonie jesienno-zimowym łapię przeziębienie i tym razem też nie udało się go uniknąć. Ale i tak mnie nosi. Nie usiedziałam dzisiaj w domu, ale nie cieszyłam się spacerami bo samopoczucie nie dopisuje. Odnośnie innych spraw: odkąd w moim mieście otworzyli ACTION, często wypatruję tam notesy, szkicowniki, ogółem różnego rodzaju papierniczy stuff. Zawsze lubiłam ładne gadżety związane z pisaniem i rysowaniem, a w tym sklepie można dostać tanio nawet taśmy washi, na punkcie których mam małego bzika. Od niedawna zaczęłam prowadzić bullet journal, więc moja stale rosnąca kolekcja taśm w końcu się na coś przyda. Ozdabianie notesów i w ogóle prowadzenie ich to też dla mnie swego rodzaju terapia. Pozwala się wyciszyć, chociaż ogółem i tak mam raczej spokojny charakter. Zmierzam po prostu do tego, że lubię różnego rodzaju dłubanie w szkicownikach i notesach - jest coś satysfakcjonującego w tym, że rzeczy, które chce się narysować wychodzą coraz lepiej i precyzyjniej. Teraz jestem w trakcie rysowania małego rysunku dla przyjaciółki.
Wczoraj podesłała mi rozdział swojego opowiadania, który był jednym z bardziej angażujących w całym opku i imponujący w ukazaniu psychiki jednego z głównych bohaterów - Zenarda. Karola nieprzypadkowo dobiera wątki do swojego opowiadania: jej bohater w jednej chwili może próbować nawiązywać interakcje z jego nowymi przyjaciółmi, by w następnym momencie wszystko wymknęło mu się spod kontroli. Zenard ma bowiem osobowość mnogą i jego alter przejmuje od czasu do czasu kontrolę nad jego życiem, co utrudnia bohaterowi interakcje społeczne. Niczego nie może być pewny i właśnie ta atmosfera niepewności, poczucia winy i strachu przed brakiem akceptacji została bardzo dobrze oddana w tym opowiadaniu. Będę musiała jakoś pociągnąć swoje opowiadanie, ale dawno już nie zawierałam w nim znaczących, mocnych, wyróżniających się scen. Z jakiegoś powodu są w nim za to różnorodne sceny erotyczne, ale I don't mind. Pisanie mnie nie zawstydza, bo to normalne, ludzkie tematy. Jednak dyskutowanie o tych opowiadaniach irl może być już nieco bardziej krępujące. Zależy... nie jestem wbrew pozorom wstydliwą osobą i lubię myśleć też, że jestem tolerancyjna. Nie mam nic przeciwko osobom różnych orientacji czy osobom o innych poglądach niż moje. Nie warto się moim zdaniem wykłócać, bo ludzie i tak zawsze znajdą sposób, by sobie pewne rzeczy skomplikować, co widać po ostatnich globalnych wydarzeniach.
Do niedawna wydawało mi się, że żyjemy w nowoczesnym społeczeństwie i że mamy już za sobą dzikie czasy pełne przemocy, ale pojawiła się pandemia koronawirusa, a potem zaczęła się wojna na Ukrainie. Ludzie wydają się być nadal skłonni do strasznych rzeczy i ulegać wpływom szaleńca, który rozpoczyna wojnę. Kluczowe wydarzenia dzieją się w sumie na oczach ludzi z tego pokolenia. Były już zamachy terrorystyczne w USA, była pandemia... teraz wojna. Nie jest to optymistyczna perspektywa, ale na co dzień człowiek i tak wypiera te zdarzenia i skupia się głównie na własnej codzienności. Ale mam nadzieję, że świat wróci do równowagi, bo obecnie stanął trochę na głowie. Dziwne czasy. Już nie mówiąc o moich osobistych rozterkach, kiedy to idąc do psychologa z pozytywnym nastawieniem, że otrzymam tam pomoc, spotkałam się z dołującym lekceważeniem. Psycholog nie wiedziała, co ma mi powiedzieć, więc zaśmiała się nerwowo, a potem rzuciła: "skoro pani wie, że trzeba przełamywać lęki, to proszę to wdrażać." Nieprofesjonalne frazesy padające z jej ust rozczarowały mnie, ale to był dopiero początek karuzeli śmiechu.
Na następnym spotkaniu psycholog nie pojawiła się wcale i nie poinformowała mnie, że ma jej nie być. Dopiero na miejscu, w punkcie rejestracji dowiedziałam się, że psycholog nie będzie miała dzisiaj wizyt. Zadzwoniłam potem do tej psycholog, ale ta powiedziała mi, że sama oddzwoni do mnie. Oczywiście nie zrobiła tego. Dobijałam się do niej telefonicznie kilka razy i zapytałam kiedy następne spotkanie. Usłyszałam tylko, że za miesiąc - psycholog nie tłumaczyła się oczywiście z tego, dlaczego ostatnio nie było jej wcale. Widać było, że liczyła, że nie będę próbować się umówić do niej na kolejną wizytę. Przyszłam po tym miesiącu - spotkanie trwało siedem minut. Powiedziała, że powinnam poszukać sobie terapii, na co odpowiedziałam: "Myślałam, że to jest terapia", a psycholog: "Nie, bo tu mam tylko pięć minut na każdego pacjenta. Nie mam czasu na prowadzenie sesji terapeutycznych." Jakoś dla innych ma czas, bo osoba przede mną rozmawiała z tą psycholog przez godzinę i miała normalną sesję. Po prostu dla tej psycholog okazałam się niewygodnym przypadkiem i nie chciała prowadzić mi terapii. Dała mi jakieś numery telefonów do innych terapeutów i tyle. Dawno już nie poczułam się tak zlekceważona. Inną osobę z łatwością mogłoby to dobić, bo pomyślałaby, że skoro nawet psychologowi nie zależy to po co cokolwiek ze sobą robić.
Przyjaciółka czekała na mnie, kiedy byłam na tej wizycie, bo czułam wtedy tak dobrze znany mi lęk, jakbym przeczuwała, że coś może pójść nie tak na tej wizycie. Ale na pewno nie spodziewałam się, że psycholog zupełnie odmówi mi prowadzenia terapii. Nie podeszła do mnie we właściwy sposób, lekceważąc to, że samo pójście na wizytę wymagało ode mnie przełamania się, a ostatecznie i tak okazało się, że spotkania nic nie wniosły. Psycholog od początku robiła wszystko, by się z nich wykręcić. Co to za psycholog, która kieruje się swoimi własnymi uprzedzeniami? Mogła mnie nie polubić, ale to nie powód, by mnie unikać i spławiać. Skoro nie chciała mi pomóc to co robi w tym zawodzie? Nie mam ogólnie zbyt dobrych doświadczeń z psychologami i z tego powodu do tej pory nie przeszłam odpowiedniej terapii w kierunku fobii społecznej, a przecież mogłabym lepiej funkcjonować, potrzebuję tylko odrobiny zrozumienia i nakierunkowania. Niestety w małym mieście psychologowie często są nieprzygotowani na pomoc w takich przypadkach. Dam sobie jeszcze szansę na znalezienie innego psychologa, ale ta sytuacja była mocno zniechęcająca i odnoszę wrażenie, że za mało nagłaśnia się to, że psychologowie mogą mieć nieprofesjonalne podejście do pacjentów a nawet odsyłać ich z kwitkiem. Ta psycholog prowadzi terapię tym pacjentom, którzy są dla niej wygodni. Mi nie starała się okazać zrozumienia. Ale już takie jest życie: nieraz można się rozczarować. Wszystko co mogę zrobić to się nie podłamywać i nie rozpamiętywać, bo trochę czasu już minęło od incydentu z tą psycholog. Czasem panuję nad sytuacją, czasem nie - każdy człowiek czasem w siebie wątpi. Ale mimo wszystko chciałabym od psychologów usłyszeć coś bardziej przydatnego niż "Proszę sobie wypracować brak lęku. Wdrażać to, co wdrażać trzeba". Nie sądzę, by takie porady cokolwiek wnosiły, pozostaje mi tylko westchnąć i przejść nad nimi do porządku dziennego.





2 komentarze:
No, to ja. Wystalkowałam wpisik bez pytania czy juz jest. Taki ze mnie czlowiek, hehe.
Ten sklepik. XD Cieszylabym sie jakbym w koncu dorwala to co chciala, ale dupa nie ma i tak czlowiek sie paluje raz-dwa razy w tygodniu bo nie moze usiedziec z mysla "GDZIE TE TASMY". No ale. Mam nadzieje ze poczujesz sie dobrze juz... well szybko, jak nie to wpierdol, herbata i pod koc. : P
Co do opka to sie ciesze ze ci sie spodobalo, bo nawet tobie mowilam ze ze stresu jak pisalam ten moment z Zenonem to az mnie glowa i kark zaczely bolec. Taki tryhard ze mnie widzisz.XD Chociaz latwo idzie z tym przekombinowac o czym tez dobrze wiesz. " Z jakiegoś powodu są w nim za to różnorodne sceny erotyczne, ale I don't mind." A JA WIEM CZEMU ALE NIE POWIEM! XD Chociaz musze przyznac ze to zdanie mnie rozbawilo. Ty masz duzo quality seksow ja mam malo i eee... not so good. XD Ale wiem z czego to wynika. Co do twoich opek to zazwyczaj i tak brak mi jakiegokolwiek inteligentnego komentarza do nich bo w sumie nie wiem jak mam ubrac w slowa swoj komentarz i moja glowna forma jest memowanie z czego zdazylas zauwazyc. Musisz mi za to wybaczyc, bo czasami trudno mi powiedziec cokolwiek. :D Ale naprawde doceniam kazde twoje opko i watek (tak... bransoletki...) i sama az sie nimi motywuje, a powiem ze byle co mnie do tego nie sklania. Mnie w sumie nie krepuje dyskutowanie o opkach irl, ale za to inny stuff, so we are even. XD
Co do akcji z Ukraina to nawet brak mi slow, bo dzisiaj wlazlam do kuchni gdzie mama sluchala radia i nagle bylo cos o tym ze w katowicach rozdaja w szkolach i innych miejscach tabletki z czyms tam (nie pamietam dokladnie czym a nie chce krecic ani mecic) wlasnie w razie wu jakby "elektorwnia pierdzielnela" i mnie zmrozilo, a potem wesolo pitolili ze warszawa pomiesci w swoich schronach cala ludnosc miasta. No to dzieki.
A co do ostatniej sprawy i psycholog to znasz me zdanie, chociaz takiej osoby nawet psychologiem nie mozna nazwac ani nic, bo bierze pieniadze za siedzenie na dupie mostly. Albo dawanie trailerow swoich "sesji" po to by ludzie szli do niej prywatnie i wykladali kase. To mnie wtedy tak wnerwilo, ze az. :/ Ogolnie system zdrowia psychicznego w Polsce to totalna patola i klapa tak jak sluzba zdrowia, szpitale i inne miejsca zwiazane. Jak szlo to powiedzenie? "Polska to piekny kraj, ale ludzie to kurwy" :D
Ja też memuję opka. Czasem jedynie mam przebłyski, by dać jakiś bardziej analityczny feedback do twoich opowiadań. Moje są połączeniem strefy komfortu i bardziej dramatycznych wątków. I tak jestem zaskoczona, że moje obecne opko okazało się podobać nam bardziej niż poprzednia część mimo że wcale nie musiało powstać. Ale ostatecznie rozwija bohaterów i Sorena i Zenard mają w nim rozwinięty ship. Taak - wiem, że lubisz potem wykorzystywać niektóre elementy z tego w swoich opowiadaniach (bransoletki - patrzę na was). xdd Ja też doceniam każde twoje opko. Naprawdę rozwinęłaś swój warsztat pisarski, masz dynamiczny i ciekawy sposób pisania, wiec nie masz się czego powstydzić. Co do akcji z wojnami to jeszcze tego brakuje, by jakaś atomówka pierdzielnęła :/ Ludzie nie wyciągnęli wniosków z przeszłości i sami się niszczą - kompletny upadek wartości. To już wygląda jakby szło w stronę III wojny światowej i to jeszcze niedługo po pandemii. Zresztą o tym jak to rzeczywiście z tą pandemią było i tak dopiero za kilkadziesiąt lat będzie wiadomo, kiedy wyjdą na jaw jakieś fakty. Są teorie, że Chiny celowo wypuściły wirusa, by skierować uwagę świata na koronawirusa, by Rosja w tym czasie mogła sobie wymodzić plany ataku na Ukrainę po cichu, tak by to było bardziej niespodziewane. Ile w tym prawdy nie wiem. Wiem tylko, że konflikt na światową skalę byłby powtórką z pierwszej i drugiej wojny światowej. Ludzie nie uczą się na przeszłości - znowu się niszczą jak dzicz. Co do psychologów i służby zdrowia no to zależy do kogo się natrafi, ale w tym przypadku to była farsa i tyle. Dobrze, że umiem na to spojrzeć z dystansem i że akurat to się przytrafiło gdy nie miałam silnego epizodu depresyjnego, bo inaczej mogłoby mi to jeszcze bardziej nadszarpnąć psychę.
Prześlij komentarz